Szafa w stylu mikro

(English version below Polish)

Jakiś czas temu, po długim przebieraniu nogami i odkładaniu wszystkiego na potem, pozbyłam się połowy pokoju. Rano, pijąc kawę,mieszając łyżką w smoothie, doszłam do wniosku, że taki odśrodkowy trening głowy może być całkiem OK!

Początek 2018 roku, zupełnie spontanicznie zapoczątkował gwałtowne przemeblowanie w mojej głowie. Nigdy nie robiłam noworocznych postanowień i tym razem również nie umieściłabym tego w podobnych kategoriach. Jednak ciągłe przekopywanie sterty ubrań, nie potrafiąc się zdecydować co ubrać, pociągnęło za sobą falę decyzji.

Wina płaszcza

Cały proces myślowy, spowodował u mnie spontaniczny zakup płaszcza za 3.50zł, w second-handzie, w centrum Opola. Szybko stał się on moim ulubionym dodatkiem, do wielu stylizacji, a w związku z tym, że było strasznie zimno, nosiłam go praktycznie codziennie. W krótkim czasie moja szafa podzieliła się na dwie strefy: rzeczy pasujące do płaszcza i cała reszta. Nie było mowy o skorzystaniu z czegokolwiek należącego do drugiej strefy. Wygrał estetyczny perfekcjonizm.

Tak właściwie, to dlaczego nie kupuję ubrań?

Dotychczas na każde wspólne zakupy wybrałabym się z chęcią. Od czasu gruntownego remontu szafy, nie wybieram się jednak w pobliże centrum handlowego. Dlaczego? Zauważyłam, że wraz ze zbędnym balastem, pozbyłam się również towarzyszącego mu problemu, w postaci zdania „nie mam się w co ubrać”. W związku z faktem, że jestem dość sentymentalna, długo zastanawiałam się, czy coś jeszcze kiedyś mi się nie przyda. Poza tym, w uporządkowanej przestrzeni, dużo łatwiej się poruszać.

Czy chodzę w dziurawych skarpetkach?

Na wiadomość o tym, że nie kupuję ubrań, ludzie reagują w dwojaki sposób. Albo sądzą, że chodzę w worku i dziurawych skarpetkach, albo patrzą z niedowierzaniem. Czy da się żyć w taki sposób? I tak, i nie. Taki zminimalizowany niemalże do zera konsumpcjonizm jest jak najbardziej możliwy i wcale nie chodzi tu o wciskanie się w sukienkę pamiętającą podstawówkę. Ubrania, oprócz tego, że są częścią kreującą wizerunek, są po prostu towarem. Im więcej się go sprzedaje, tym więcej produkuje. Patrząc na tak różnorodne ceny, człowiek ubierający się za przeciętną stawkę, jest w stanie sobie pozwolić na zmianę fragmentu garderoby, co najmniej raz na kwartał. Jednak rzeczy, których się pozbywamy stają się odpadami (pomijam oddawanie ubrań np. dla fundacji, do ponownego użytku), a to zasila bardziej globalny śmietnik, niż nasze samopoczucie. Dlatego korzystanie z tak zwanych lumpeksów, znacznie minimalizuje szkody. A co z bielizną? Co jeśli zakochamy się w sukience z witryny sklepowej? Z tego myślenia wyłączam odzież jaką jest bielizna, przede wszystkim ze względów higienicznych. A patrząc na pozostałe ubrania, myślmy zawsze dwa razy, czy na pewno jest nam to potrzebne.

Bawełniany uśmiech

Lubimy sami sprawiać sobie prezenty i ubrania przodują w dokonywanych przez nas wyborach. Jednak stawiam na prostą zasadę: kupuj nowe, jeśli stare nie nadaje się do użytku. Świetnie sprawdza się to w momencie, w którym jesteśmy pewni swojego stylu i nie potrzebujemy zmian, bo po prostu prezentujemy się dobrze. W takiej sytuacji mamy pewność, że moda nie musi wyznaczać nam torów, bo nasz wizerunek jest ponadczasowy i jedyny w swoim rodzaju. Im więcej bawełnianego uśmiechu, tym większy chaos, bo kontrola nad dziesiątkami różnych ubrań, może znacznie utrudnić utrzymanie spójnego wizerunku, z którego będziemy zadowoleni. Z tego powodu second-handy są miejscem, które zdarza mi się odwiedzać w poszukiwaniu vintage ubrań i dodatków. Właśnie w taki sposób odkryłam swoją miłość do retro i zyskałam spokój otwierając komodę.

***

Some time ago, after being a sloth and staying lazy, I got rid of almost a half of my room. Drinking coffee in the morning, mixing my smoothie I realized that this kind of mind training can be quite OK!

The beginning of 2018, spontaneously initiated intense changes in my mind. I have never made any New Year resolutions and this time I won’t call it this way, either. However, my constant struggle to make outfit choices resulted in some serious decisions.

Coat’s fault

Buying a coat in a thrift shop, sparked the whole thinking process. Soon after that, it became my favorite part of every outfit. Winters in Poland are quite freezing so I have worn it for the whole season. Due to this fact my wardrobe devided into two zones. One with clothes matching my coat and the other with ordinary stuff. My aesthetic soul took over a chaotic diversity.

But why do not I buy clothes?

I used to visit clothes shops with my friends very often, but after adopting a different point of view on my wardrobe, everything changed drastically. Why? I noticed that after getting rid of spare garments, I also left “I have nothing to wear” statement behind me. I am quite sentimental, so it took me some time to decide, what I really needed. However, picking things from a smaller storage is much easier and less time-consuming.

Do I walk in gappy socks?

When people hear that I do not buy clothes they react in two different ways. They think that I walk in gappy socks and old, baggy clothes or they do not believe me. Is it possible to live this way? Yes and no, at the same time. Minimising this kind of consumerism is really realizable and it is not about wearing your dress from a primary school. Clothes reflect our mood but can also be burden. The more we need them, the more clothes are produced. An average person can afford to buy some new stuff at least once a quarter. But those things which we throw away become waste (if we do not donate them for a charity) and they add to the global clothing landfill site. So buying in thrift shops causes much less harm to the environment. But what about lingerie? What if we fall in love with a new dress? When it comes to lingerie, I prefer buying it new and fresh to avoid bacteria. Looking at window shops, I recommend thinking twice: Do I really need another piece of clothing?

Cotton smile

We like making gifts for ourselves and we often choose clothes. I follow my rule of thumb: buy new ones, if old are worn out. It works when we are confident and proud of our identity and style. Then, we are sure that any trend won’t have a serious impacts on us, because we simply look good. The more cotton smile, the bigger chaos when it comes to keeping up our coherent image. That’s why I sometimes visit thrift shops looking for vintage clothing and accessories. On such trips, I fell in love with retro and gained peace of mind opening my wardrobe.

Jedna myśl na temat “Szafa w stylu mikro

  1. Nigdy nie byłam zakupoholiczką, ale dwa wydarzenia w moim życiu zniechęciły mnie do zakupów na dobre. Pierwszym było odkrycie lumpeksów. Po kupieniu kilku świetnych rzeczy, które służyły mi jeszcze latami (!) za grosze nie potrafiłam kupić nic w sieciówkach, w których jakość ubrań często jest zupełnie nieadekwatna do ceny. Drugim wydarzeniem była ciąża. Kiedy urósł mi brzuch kupiłam (w second handzie, oczywiście) trzy sukienki i chodziłam tylko w nich przez kolejne pół roku. Ach, jakaż to była wygoda – bez zastanawiania się co założyć, co dobrać na górę, czy te kolory do siebie pasują. Dzisiaj mam trochę szerszą garderobę, bo niemowlę lubi brudzić siebie i mamę, więc czasem trzeba się kilka razy dziennie przebrać, ale czasem się w niej trochę gubię i rozważam powrót do szafy-minimum – może tym razem z jakiś 6 sukienek 😉 A, no i jest teraz jeszcze jeden powód, dla którego nie kupuje ubrań – nawet jak coś mi wpadnie w oko to nie bardzo można wygodnie karmić w tym piersią, co dyskwalifikuje ubranie 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s