Medytacja: Mówię sama do siebie

Jedyne czego do tej pory mi brakowało, to święty spokój. Ktoś, kto codziennie pokonuje dystans praca – dom, dobrze wie o czym mówię. Tu nie wystarczy kawa, kąpiel, czy śpiewający w tle Frank Sinatra. Tutaj potrzeba czegoś dużo mocniejszego.

Z medytacją, jako ogólnym pojęciem spotkałam się kilka lat temu. Podróżując po Bałkanach, zdarzało mi się obserwować ludzi siedzących w ciszy na klifie i zastanawiałam się, czy tak w ogóle da się wytrzymać. Patrząc na siebie, byłam wręcz pewna, że taki relaks skończy się u mnie nie dłużej, niż po dziesięciu minutach. Nawet nie próbowałam. Obraz wrócił ponownie, kiedy w miejskim parku natknęłam się na grupę organizującą medytację w plenerze. Wtedy zaczęłam szukać informacji na ten temat.

Szybki lot w kosmos

Kilka pierwszych artykułów z Google, od razu nakierowało mnie na parę podstawowych fraz. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogromna inwestycja w samorozwój i duża dawka spokoju wewnętrznego. Brzmi dobrze. Potem pojawia się cała gama sposobów, metod i setki rad: jak medytować właściwie. W tym miejscu, byłam świadkiem internetowej wojny forów internetowych o to, kto ma rację, a kto proponuje zupełne bzdury. To zupełny lot w kosmos, zarówno od strony teoretycznej jak i praktycznej, co odrzuciło mnie już na samym początku. Należę do osób, które nie lubią kupować kota w worku, a ładowanie baterii siłą niewiadomego pochodzenia, nie wyglądało najlepiej. Poza tym, faktem jest, że panicznie boję się kosmosu. O oglądaniu Star Wars nie ma mowy, a co dopiero o udanej wizycie w planetarium. Nic w tym dziwnego. Ot taki już mój urok. Jednak i tym razem skutecznie przekreślił on mój plan samodoskonalenia.

Strefa ciszy

Chodząc po mieście, udało mi się trafić na kilka miejsc, figurujących pod mianem „centrów samorozwoju„. Całość kręci się wokół człowieka, jednostki osobowej i ogólnego poprawienia jakości życia. I to jest bardzo, ale to bardzo dobre. Mam wrażenie, że coraz więcej uwagi przywiązuje się do komunikacji z samym sobą, a to ważniejsze niż masaż, czy wizyta w SPA. Nic nie nokautuje napięcia lepiej niż cisza, ale istotne jest gdzie ją znaleźć.

IMG_20180424_220018_342.jpg

Najlepszym sposobem na ciszę jest odłączenie się od tego, co „teraz”. Wyjęcie wewnętrznego kabla od zasilania zza ścian. I tak czytając w kółko o tym cudownym przepisie na szczęście, doszłam do wniosku, że medytacja będzie mi w tym przeszkadzać.

Od curry dużo bardziej lubię makaron, a od cynamonu, wanilię. Patrząc na medytację, widać jasny związek z kulturą wschodu. Odwiedzając Bałkany, spotkałam się z dużym religijnym mixem. Jednak każdy mimo wolności wyboru, pozostawał wierny jednej z dróg, którą obrał. Właśnie z tego powodu, nie wyobrażam sobie osiągnięcia „ciszy”, medytując w oparciu o filozofie płynące np. z hinduizmu. Dążąc do wyciszenia, eliminujemy bodźce, maksymalnie upraszczamy swoje życie, a w tym wypadku taki kulturowy przeskok, jest dla mnie jak dobrowolne rzucenie się do akwarium z rekinami.

Puncta, czyli myślenie kontrolowane

Zostałam wychowana w poczuciu, że gdy czegoś nie wiem, to mogę się do kogoś zwrócić. Nie muszę sama iść pod wiatr, gdy najchętniej zawinęłabym się w koc i poszła spać. Wtedy przeglądając publikacje w jednej z miejskich księgarni, trafiłam na krótką książkę z ćwiczeniami duchowymi. Tam też znajdowała się pozycja o medytacji ignacjańskiej. Swoje pierwsze puncta spisałam jakiś miesiąc po wgłębieniu się w to, o co w tym tak naprawdę chodzi. Do spróbowania przekonał mnie jasny i bardzo bezpieczny schemat działania, który z resztą okazał się bardzo sensowny. Myślenie kontrolowane. Kontemplacja ma to do siebie, że jest to nic innego jak wewnętrzna rozmowa. A na kierunek rozmowy ma się wpływ, co poddałabym wątpliwości, jeśli chodzi o całkowite zdawanie się na siły natury. Taki dialog jest racjonalny i za każdym razem ma cel. Rozważanie słowa, uczy też wrażliwości, patrzenia na szczegóły, które zauważa się dopiero za drugim, trzecim, a nawet dziesiątym razem. Początki były trudne. Brak przyzwyczajenia owocuje w rozproszenie, które stopniowo udaje się zwalczać. Tu z pomocą przychodzą puncta. Wtedy mamy pewność, że nawet uciekając myślami, ponownie wrócimy na utracony tor.

Mówię sama do siebie.

Czy to ma w ogóle sens? Czy mówię sama do siebie i tylko tracę czas? Wydaje mi się, że wszystko, co daje efekt jest warte inwestowania energii. Jednak czasem łatwiej jest usiąść przed komputerem, wyłączyć się i zbierać pod dywanem coraz większą górę stresu i rozważań. W takich chwilach, chęci, to jedyne co może nas pchnąć do przodu. Starannie przeprowadzona medytacja ignacjańska, to duże uderzenie w drzwi, aby otworzyło nam własne „ja”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s