Slow life bosą stopą

Z chodzeniem bez butów jest trochę, jak z całą filozofią życia slow. Nabiera sensu dopiero wtedy, kiedy jest częścią naszego wewnętrznego master planu „Co mogę zrobić dla siebie, w zgodzie z otoczeniem?”. I nie chodzi tu o porzucenie z dnia na dzień filtrów do kawy, plastikowych woków na śmieci, czy zmiany tradycyjnych świeczek parafinowych na sojowe. Umówmy się, nie wszystko na raz.

Ile osób tyle sposobów na życie „w zwolnionym tempie”. Przyznam się, że często sama łapię się na wpadaniu w wir obowiązków i projektów, czy bezmyślne chwytanie foliowych siatek w  supermarkecie. Mimo świadomej decyzji o podjęciu się codziennego funkcjonowania w stylu „slow life”, zdarza mi się spędzić dzień na pełnych obrotach.

Slow life? Wegański sernik na dachu Warszawskiego wieżowca?

Zdaję sobie sprawę, że ile osób tyle powodów odejścia od stylu pracy rodem z korporacji. Setki schematów żywienia i metod na zminimalizowanie posiadanych dóbr, do tych, które faktycznie  są nam potrzebne. Duże miasta, znacznie utrudniają kontakt z przyrodą, chociażby ze względu na wszechobecne spaliny, które docierają nawet do parków. Z tego powodu pewne działania znacznie popychają nas w stronę takiej zielonej integracji i nie mam na myśli wegańskiego ciasta w miejskiej kawiarni.

Buty na bok.

Z wyciszaniem życia jest trochę jak z drugim człowiekiem. Jeśli chcemy być blisko, najlepszą metodą jest się po porostu przytulić. I tu kłania się najprostsza z możliwych metod okazywania czułości. Bliskość. Tak samo jest głaszcząc psa. Zauważyliśmy, że merda ogonem i zarówno jemu jak i nam jest w danej chwili przyjemnie. W obu tych przypadkach pozbywamy się barier, żeby być „teraz”. Z mojego doświadczenia, siedzieć bezpośrednio na trawie, to nie to samo co wylegiwać się na kocu. Owszem, trawa nie zawsze jest miękka i przyjemna, ale masażysta również nie zawsze głaszcze nas po plecach. I w tym przypadku buty, to taki koc, który zabiera nam pełnię odczuwania. Zupełnie jakby móc dotykać rzeczy, jedynie w rękawiczkach.

Spacer boso lepszy od czekolady.

Oczywiście, można powiedzieć, że to bez sensu, zbyteczne i zdecydowanie wkurzające, po całym dniu pracy. W takiej chwili, najchętniej utonęłoby się w fotelu z tabliczką czekolady i włączonym serialem Netflixa. Cukier daje uczucie szczęścia. Taka już jego cudowna natura i przekleństwo w jednym. Szukać spokoju w cukrowej wacie? Czy warto? Można. Tylko po co, skoro słodycze wymienione na spacer w trawie, są niczym w porównaniu do tej „ciszy”, z którą wraca się do domu. Wybrać się raz, czy dwa. Potem nie ma już mowy, o tym, żeby zostać, oglądać kolejny serial, wcinać szósty kawałek makowca…

***

When it comes  to walking barefoot, it is as if we lived slow life philosophy to the fullest. It makes sense when it becomes a part of our internal master plan – “What can I do for myself, without harming the environment?”. Of course I’m not talking about small things like immediate throwing coffee filters away, not using trash bags or changing paraffin wax in candles for soy one. Let’s face the truth, we can’t change everything at once.

Every person has their own recipe for a „slow” lifestyle. Sometimes, I catch up myself on workaholic behaviour or thoughtless grabbing plastic bags in the supermarkets. Despite my well – considered decision about leading a slow life, from time to time I struggle not to get into the swing of unnecessary chores.

Slow life? Vegan cheesecake on the top of the skyscraper in Warsaw? 

There are different reasons for leaving the rapid lifestyle behind. There are thousands of diets and methods for minimizing the amount of things we posses to the number which is really needed. It is difficult to stay close to nature in big cities, due to fumes which are practically everywhere. Because of that we can take some steps to be closer to the natural environment. And it’s not a piece of vegan cake at the local café.

Shoes off!

Achieving a peace of mind is similar to the interpersonal interaction. When we decide to be in a close relationship with somebody, we cuddle. It is the most simple thing to do, when we would like to celebrate tenderness. When we stroke a dog, it wags its tail. Both we and it feels joy. None of us thinks about something different than a current situation. It is important to be “now”. Sitting on a blanket is worse than on grass. I know that most of the times it isn’t as comfortable as a soft pillow but massage is not always pleasant either. Shoes take away the chance of feeling the nature. As we all know, touching things with gloves on is absolutely pointless.

Walking barefoot is better than chocolate.

Some people say that it’s all foolish and unnecessary after a tiring day at work. That it’s better to chill in a comfy armchair, eating chocolate and watching Netfilx. Sugar convinces us to delusive happiness. It’s good and terrible at the same time. Is it justified to look for gladness in cotton candy? Is it worth it? Well, sweets are nothing in comparison with this amazing “silence” which we bring back home with us, from a long walk. Try a stroll once or twice. After that, there is no way to stay in, watch another movie, eat the sixth piece of poppy pie… 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s