Šarganska osmica, Serbia

Serbia składa się z puzzli wielu urokliwych miejsc. Z jednej strony nie może być lepiej, z drugiej, gdy  wszystko jest ładne, to przestaje zachwycać. Staje się oczywiste, a my przestajemy cokolwiek zauważać. Im więcej poznajemy, tym bardziej grubiańsko witamy kolejne przystanki. Nie ma co oszukiwać. Taka jest prawda.

Podróżnik jest trochę kolekcjonerem. Widział ładne to, i piękne owo. Kupił coś tu, i znalazł coś tam. Chodzi z dala od turystycznych stadek wyszukując to, czego reszta zobaczyć nie zdołała. Trochę samotnik, trochę łowca, dziwak. Od miejscowych dostanie słoik domowej konfitury, którą później zje z chrupiącą bułką. Zaśpiewa w języku, którego znaczenia nie pojmuje. Ale wszystko to brzmi pięknie. Gra wspólnie.

Wydaje mi się, że jedynym ratunkiem na poznawczą rutynę, są takie punkty na mapie jak Šarganska osmica, tj. Szargańska Ósemka. Nawet najbardziej ciekawym zdarza się patrzyć zmęczonym okiem, które nie zawsze doceni otoczenie. Wtedy dobrze jest, jak pojawi się swego rodzaju „obiekt kosmiczny” – budzący z powrotem podróżniczy instynkt.

CollageMaker_20180808_214215962.jpg

Sama kolejka wąskotorowa ma długość nieco ponad 15km i łączy Serbię z Bośnią i Hercegowiną. Przebiega przez region Zlatibor, który zielenią trochę przypomina mi Bieszczady. Odcinek ten powstał 1925 roku, a obecnie można poruszać się między dwoma granicznymi stacjami z przystankiem w połowie drogi. Początkowo miała służyć za cel strategiczny, ale ostała się już tylko i wyłącznie jako zabytek. Podróż trwa ok. 40 – 45 minut.

Wnętrze pokryte jest drewnem i jako ogrzewanie występują piece typu koza. Kolejka trochę się trzęsie, ale w niczym to nie przeszkadza. Po drodze przez zasuwane okna obserwowałam tory w dole góry, zalesione stoki i maleńkie cerkwie prawosławne.

AirBrush_20180808213638.jpgAirBrush_20180808213723.jpg

Urzekł mnie przystanek w połowie drogi. Była to kładka z drewnianych desek prosto nad przerwą między drzewami. Z tamtego miejsca widok był najbardziej rozległy i większość osób pozowała do zdjęć. Tak to już jest, że jak widoczek, to rodzinne zdjęcie. Ja nigdy jakoś się nie przemogłam. Cała ta zieleń i skrzypiące drewno wagonów jest absolutnie do pokochania. Ja dotarłam tam w dość zatłoczony dzień, przez co manewrowałam aparatem między lodami na patyku. Wydaje mi się, że w samotni, mogłabym jeszcze inaczej spojrzeć na to miejsce.

AirBrush_20180808213903.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s